Translation Challenge 2019: the winning translation by Paul Kaye

Inspectors from London

God’s captains march into the staff room

to fill out the rota. Blessed are those who agree

to do overtime, for they shall receive a bonus this month

of tuppence an hour. And those who signed up

to do night shifts, for they alone shall be invited

to the Christmas party. The rest can jump ship

to the opposition, or go paintballing after work.

 

God’s captains, stationed by their mate from Afghanistan,

who’s been frying chips non-stop for four hours,

demonstrate how to change a filter safely;

how to ladle pork scratchings out of the fryer.

When salt stings the wounds from the burns on Asif’s hands,

and the blistering oil sears his lungs and throat,

God’s captains pat him on the back:

‘Just keep going, lad. Just keep going.’

 

 

Message from the Isle of Wight

Facing you, the Solent.

That narrow strait, once a hill

covered in moss and dwarf willow.

 

A swallowtail butterfly gleams in the garden,

 the tenth generation since you’ve lived here;

the plump fig tree is drawn to the sun

in spite of you, hidden away in your dark room.

 

A moth, dormant on a rafter, reveals

a map of another world on its wing.

Ivy on the Victorian walls

sends a message in droplets of dew.

 

The whole island, though disappearing, doesn’t dare doubt

the tiniest grain of sand;

As you swallow your Tramadol, girl,

you fold prescriptions into paper boats,

but you’re frightened of sailing them out to sea.

 

 

Isle of Lace

Lottie Lander, eighty years old,

stares out to the bay, where passing hovercrafts

cut the smooth slab of sea.

And she tells of the lace factory at Broadlands,

 

where thirteen-year-old boys reeking of tobacco

wound silk threads onto machine-mounted reels;

read The Times in their lunchbreaks

to workers gathered round the fire;

and returned home hungry at dusk, swigging cider.

 

And in the pastures on the banks of the Medina

the light frost spun its own French Blonde

only to disperse it with the first rays of the sun.

 

Translated by Paul Kaye

Inspekcja z Londynu  

Pierwsi po Bogu wkraczają do pokoju załogi, 

aby uzupełnić grafik. Błogosławieni, którzy się godzą 

na nadgodziny, albowiem w tym miesiącu dostaną 

dwa pensy premii oraz ci, którzy popisali deklarację 

pracy na nocki, bo tylko oni odbiorą zaproszenia  

na Christmas Party. Reszta może sobie skoczyć  

do konkurencji albo postrzelać po pracy w paintballa. 

                     

Pierwsi po Bogu przy stanowisku kolegi z Afganistanu, 

który od czterech godzin bez przerwy smaży frytki, 

prezentują, jak bezpiecznie zmieniać filtr,  

wyławiać chochlą skwarki z frytury.  

Gdy sól jątrzy rany po oparzeniach na dłoniach Asifa, 

spalony olej podrażnia jego płuca i krtań, 

Pierwsi po Bogu poklepują go po plecach: 

“Tylko tak dalej, chłopcze, tylko tak dalej.” 

 

 

 

Wiadomość z wyspy Wight 

Przeciw tobie cieśnina Solent, 

która kiedyś była wzgórzem 

porośniętym mchem i wierzbą zielną. 

 

 

Dziesiąte pokolenie pazia królowej 

które, odkąd tu mieszkasz, mieni się w ogrodzie, 

soczysty figowiec na przekór tobie, 

ukrytej w ciemnym pokoju, garnie się do słońca. 

 

Ćma uśpiona na krokwi, odsłania 

mapę innego świata na skrzydle. 

Bluszcz na wiktoriańskich murach 

przekazuje ci wiadomość w kropelkach rosy. 

 

Cała wyspa, choć znika, nie ośmiela się 

wątpić w najmniejsze ziarnko piasku, 

dziewczyno, która połykając tramadol

zamieniasz recepty w papierowe łódki, 

ale boisz się odpłynąć nimi w morze. 

 

Wyspa koronek 

Osiemdziesięcioletnia Lottie Lander 

wpatrzona w zatokę, gdzie poduszkowce, 

co rusz prują gładką taflę wody, 

opowiada o zakładach koronek w Broadlands, 

 

gdzie trzynastoletni chłopcy pachnący tytoniem 

nawijali na szpule maszyn jedwabne nici, 

podczas godzinnej przerwy na obiad czytali Timesa  

robotnikom zgromadzonym przy ognisku 

i o zmroku wracali głodni do domów, popijając cydr. 

 

A na pastwiskach, przy brzegach Mediny 

przymrozek prządł swój „francuski blond”, 

aby rozpierzchnąć go wraz z pierwszymi promieniami słońca. 

Wioletta Greg